Po seansie: Ostatni Jedi – SPOILER FREE

Odpuściłem sobie wyjście na premierę przy okazji Ep.XIII, głównie dlatego, że za bardzo jestem zmęczony późnymi seansami (do tego stopnia, że – jak sie okazało podczas mojego drugiego oglądania Ghost in the Shell – przespałem 15 min na tymże filmie w kinie…).

Seans w niedzielkę, istniało ryzyko, że przez 4 dni od premiery natknę się na spoilery na necie, ale szczęśliwie się udało.

Na początku zaznaczę, że Przebudzenie Mocy pozostawiło mi spory niesmak. Owszem, film teoretycznie był spoko, super było obejrzeć nowe Gwiezdne Wojny po tylu latach, jednak wtórność fabuły (patrz: Nowa Nadzieja) i bzdury fabularne (np. wysłanie tylko 10 myśliwców by zniszczyć największą „gwiazdę śmierci”) spowodowały, że poprzeczka dla każdego kolejnego filmu ustawiona została żenująco nisko. Rogue One dla kontrastu poprzeczkę podniosło bardzo wysoko.

Jak na ich tle wpisuje się Ostatni Jedi? Kurcze, gdzieś pośrodku. Film jest dosyć długi bo trwa ponad 2h, jednak zlatują one całkiem szybko, bo ciągle coś się dzieje, choć to co się dzieje niestety nie zawsze trzyma się kupy. Kumpel dobrze to skwitował, mówiąc, że ten film sprawi więcej przyjemności jeśli – jak to określił – „wyłączy się myślenie i nie będzie się wszystkiego analizowało” – i nie chodziło mu tu o jakieś naukowe kwestie, bo Gwiezdne Wojny nigdy nie były i nie będą naukowo-autentycznymi filmami jak Interstellar czy Marsjanin – tylko o zwykłe wydarzenia, które mają miejsce na ekranie.

Dwie sceny w filmie sprawiły, że zrobiłem tak:

…a dwie kolejne rzeczy, dopiero po filmie do mnie dotarły, utwierdzając w przekonaniu, że to wcale nie jest aż tak wybitny film, na jaki zakrawał.

Za to na plus jest fakt, iż nie odczuwam tu wtórności materiału jak to miało miejsce z Przebudzeniem Mocy.

Niektórzy zarzucają tytułowi iż za dużo tu jest scen infantylnych, przegiętych czy dla śmiechu, ale jeśli o mnie chodzi to całkowicie wpisują się w to do czego nas zdążyły przyzwyczaić poprzednie części.

 

Mega plusem są w tej części akcje kosmiczne. Bardzo fajnie zrobione, szczególnie jedna zasługuje na pochwałę, dość powiedzieć, że robią wrażenie!

Aktorsko, wizualnie, muzycznie bardzo spoko, nie będę się silił na analizy gry aktorskiej czy poszczególnych nut, bo tu dostajemy to do czego już zostaliśmy przyzwyczajeni. Nadmienię tylko, że bardzo dobrze jest zobaczyć Marka Hamilla jako Luke’a. Mark TO JEST Luke. Kropka.

That being said, film się oglądało całkiem spoko, choć jak dla mnie nie na tyle spoko, bym planował drugie wyjście do kina (jak to miało miejsce przy Rogue One).

Moja ostateczna ocena to jakieś 7,5/10. Obcięta za głupoty fabularne, których bym się po filmie tego pokroju nie spodziewał…

Czy można iść na to z dzieckiem? Pewnie, że tak, ten film został poniekąd zrobiony z myślą o dzieciach, nawet nie mogę sobie tu przypomnieć jakiejkolwiek sceny, której nie mogłoby obejrzeć 8-letnie dziecko…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *